Defensywa oławian zawiodła w ostatnich minutach meczu - nie upilnowała m.in. Janusza Obuchanicza (w środku)
Oławianie nie mogli sobie wymarzyć lepszego początku, bo zaledwie po czterech minutach gry prowadzili 1:0. Zaczęło się od faulu na Łukaszu Ochmańskim, nasza drużyna miała rzut wolny, ale po wrzutce Krzysztofa Gancarczyka i strzale Jakuba Kalinowskiego, piłka wyszła poza linię końcową boiska. Arbiter wskazał na róg, który krótko rozegrali Gancarczyk z Ochmańskim. Po dośrodkowaniu przejął futbolówkę Mateusz Milkowski i podał do Marcina Wielgusa. Ten minął zwodem obrońcę Pogoni i z 16 metrów uderzył kąśliwie w dolny róg bramki. Nieco zasłonięty Michał Hajdasz spóźnił się z interwencją, więc popularny „Cinek” utonął w ramionach kolegów. Kilka chwil później znów dobrze zagrał Milkowski, ale wychodzący na czystą pozycję Ochmański nie opanował piłki. Po kwadransie gry zaatakowali goście, których siłą napędową był ciemnoskóry Brazylijczyk Carlos Bebe de Oliveira. On to właśnie podał prostopadle do Rafała Komara, a ten uderzył atomowo z 20 metrów, lecz Radosław Florczyk był na posterunku. W rewanżu w 19 minucie indywidualną akcję przeprowadził Łukasz Ochmański i zakończył strzałem z 20 metrów, ale obok spojenia słupka z poprzeczką. Po chwili rajdem przez pół boiska i silnym uderzeniem popisał się Krzysztof Gancarczyk. Bramkarz odbił piłkę, dopadł do niej Ochmański, ale jego strzał zablokował obrońca. Po rozegraniu rzutu rożnego futbolówkę wrzucił na pole karne Milkowski, a Marcin Wielgus popisał się efektowną przewrotką - niestety, niecelną...
W 31 minucie z rogu pola karnego silnie strzelił Tomasz Grabowski, ale tym razem efektownie zagrał bramkarz Pogoni - wyciągnął się jak struna i wybił piłkę na rzut rożny.
Po tej akcji nieco otrząsnęli się goście i dwukrotnie groźnie zaatakowali. Najpierw po szybkiej kontrze Janusz Obuchanicz przestrzelił z 15 metrów, a chwilę później, po rzucie rożnym, główkował z bliska Adam Sankiewicz, lecz piłkę wybił z linii bramkowej Dominik Wejerowski.
Emocji nie zabrakło w końcówce pierwszej połowy, głównie za sprawą Mateusza Milkowskiego, który najpierw uderzył atomowo z 20 metrów, a Hajdasz z trudem wybił piłkę na rzut rożny, a kilka chwil później „Milka” po składnej zespołowej akcji trafił z 12 metrów w słupek świebodzińskiej bramki.
Tak więc oławianie zeszli do szatni na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem, a po zmianie stron skoncentrowali się na utrzymaniu wyniku. Ta taktyka sprawdzała się niemal do ostatnich minut. W drugiej połowie goście cały czas atakowali, ale długo nie stwarzali klarownych sytuacji strzeleckich. Do czasu. W 84 minucie Pogoń zaatakowała prawą stroną, piłkę przejęli nasi obrońcy i wydawało się, że jest po akcji. Tymczasem futbolówka odbiła się od Michała Sikorskiego i wróciła na nasze pole karne. Tomasz Horwat próbował zastawić piłkę, czekając na wybiegającego z bramki Florczyka. O ułamki sekund szybszy był Rafał Komar - wyskoczył zza pleców kapitana naszej drużyny, przejął piłkę i zagrał na drugą stronę do pozostawionego tam bez opieki Tomasza Cenina. Pomocnik Pogoni, którego nie upilnował Jakub Kulej, bez trudu wpakował piłkę do oławskiej bramki.
To nie był koniec dramatu oławian, którzy po straconym golu nie załamali się i odważnie zaatakowali, próbując zgarnąć całą pulę punktów. Najpierw szybką i składną akcję skonstruowali Łukasz Ochmański i Krzysztof Gancarczyk, ale ofiarnie interweniował Robert Stachowiak, wybijając piłkę wślizgiem na rzut rożny. Potem dwie dobre sytuacje strzeleckie miał Grzegorz Lew, ale dwukrotnie powstrzymał go sędzia asystent, sygnalizując pozycje spalone napastnika MKS - przynajmniej w jednym przypadku niesłusznie. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się sprawiedliwym podziałem punktów, znów zaspała nasza defensywa. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry piłkę przejął przed polem karnym oławian Janusz Obuchanicz i mimo asysty Kuleja, uderzył silnie z półobrotu, czym zaskoczył Florczyka. Goście oszaleli z radości, a oławianie - po końcowym gwizdku, który wkrótce nastąpił - długo leżeli na murawie, z ukrytymi w ramionach głowami i nie mogli uwierzyć w to, co się przed chwilą stało...
Adam Sankiewicz - obrońca i kapitan Pogoni

Wiatr: 14 km/h 


Brak komentarzy.