Andrzej Barański i Tomek Strażyński zapewniają, że Odra jest bezpieczna
Urodził się 31 lat temu, jest oławianinem. Mieszka z rodziną w Ścinawie Polskiej od kilku lat. Do Odry ma rzut kołem ratunkowym - widzi ją zza okna swego domu. Skutecznie zaraża innych swoją pasją. Mnie także. Specjalnie na naszą rozmowę przygotował jedną ze swoich łodzi - biesiadną drewnianą „Galerę” z zadaszeniem. Na głowę założył marynarską czapkę. Odbijamy od brzegu. Czterosuwowy silnik pracuje cicho. Nie przeszkadza w rozmowie. Tomek siedzi przy sterze. Z tej strony nie będę mógł go dobrze sfotografować. Skłaniające się ku zachodowi słońce świeci prosto w obiektyw. Na niebie ani jednej chmury. Woda spokojna. Trochę chłodno. - Nie boisz się, że jak namówisz wszystkich na Odrę, to tej ciszy i spokoju już tu nie będzie? - pytam.
- Pewnie, że tak, ale nie można być egoistą - odpowiada Tomek. - Niech inni też z tego korzystają. Płyniemy w górę rzeki. - Przed czterema laty praktycznie nic tu na wodzie, oprócz barek, nie było - mówi płynący z nami Andrzej Barański.
- Tomek ożywił tę rzekę. Z roku na rok pojawia się tu coś nowego.
Na potwierdzenie mija nas ładna niebiesko-biała motorówka. Rok temu były na wodzie także wielkie jachty motorowe pływające w USA i na Karaibach, teraz należące do oławian. W sezonie wakacyjnym widać narciarzy wodnych, miłośników skuterów, kajakarzy. Co jakiś czas - dzięki współpracy z wrocławskim klubem „Na fali” - organizowane są kursy dające uprawnienia motorowodne i żeglarskie.
Barka
Tomek wyłączył silnik łodzi. Dryfujemy. Prawie stoimy. Teraz widać dobrze barkę, którą kupił przed tygodniem. Stoi przy jego domu. Było sporo kłopotów z jej załadunkiem i niewiele mniej z rozładunkiem. W Niemczech, skąd przyjechała, trzeba było ucinać nadbudówkę i wszystkie wystające ponad miarę elementy, żeby zmieściła się na przyczepę ciężarówki. W Ścinawie należało zamówić cięższy dźwig z dłuższym ramieniem, żeby nie uszkodzić kabli energetycznych. Barka? - pyta Tomek, widząc jak przyglądam się jego nabytkowi. - Wypatrzył ją dla mnie w Berlinie Baryła - kolega, z którym często pływamy. Jak ją przywieźliśmy na miejsce, to sąsiedzi pytali, ile zapłacił mi Niemiec, żebym ją zabrał. Odpowiadam, że 30 tys. euro - mówi ze śmiechem. Nie dziwię się wcale takim pytaniom - wygląda jak złom - choć wiem od Baryły, że wraz z transportem trzeba było zapłacić za nią równowartość niezłego samochodu. - Moja barka, a właściwie statek, ma około 30 lat. Świadczy o tym brak nitów - opowiada Tomek. - Używano ich do lat 70. Kadłub - co najważniejsze - jest po remoncie, który rozpoczęto w Niemczech. Ja go skończę tutaj.
I co dalej? - pytam. Tomek patrzy w wodę i zastanawia się nad odpowiedzią. Nie chce, żeby czytelnicy wzięli go za niepoprawnego fantastę. Odpala ponownie silnik i zmienia kurs. Teraz będę już mógł zrobić mu zdjęcie.
- Mój znajomy też ma barkę - zaczyna. - Tylko, że większą, bo 28-metrową. Remontuje ją w stoczni, a potem będzie robił pełne wyposażenie w Oławie. Barka będzie cumować u nas i we Wrocławiu. Pływać będzie z turystami do Wrocławia i dalej, do Szczecina, albo Berlina, Kaliningradu, na Dunaj, a nawet na Morze Czarne, bo we wszystkie te miejsca można dopłynąć z Oławy. W Niemczech jest to popularna forma turystyki. Ja też chciałbym wozić ludzi, ale na krótszych trasach. Do Szczecina płynęłoby się 4 dni, ale do Wrocławia tylko 4 godziny - dystans w sam raz na niedzielną wycieczkę dla 12 pasażerów, bo tyle pomieści się na moim 15-metrowym statku. Kiedy? Może jeszcze w tym roku?
Patrząc na barkę wydaje mi się, że to mrzonka, ale Tomek już nieraz zagrał na nosie tym wszystkim, którzy mówili, że to „się nie uda”. Remont i wyposażenie barki to pewnie potężny wydatek. Tym bardziej, że przewidziano tam jeszcze miejsce na minirestaurację. - Najwyżej - jak to zwykle bywa w takich przypadkach - przejdziemy z żoną na dietę - śmieje się Tomek.
Przystań
„Galera” nabiera wody. Może niezbyt szybko, ale jednak. Andrzej uspokaja.
- To normalne - mówi. Przez zimę stała na brzegu i drewno się skurczyło, ale jak tylko drewno namoknie i zwiększy swoją objętość, łódź się uszczelni. Prawie wszystkie jednostki oławskich wodniaków leżakują na brzegu. Nawet w sezonie. - To duży kłopot - mówi Tomek. - Trzeba stosować jakieś deski i dykty, aby postawić na wodzie. Taka prowizorka zniechęca wielu, którzy przyjeżdżają do mnie. Miałem nawet gości z zagranicy, którym oławska Odra bardzo się podobała, ale narzekali na brak przystani. Pisaliśmy w „Gazecie Powiatowej” o planach miasta dotyczących budowy przystani turystycznej w pobliżu elewatora zbożowego. Tomek wie o nich dobrze, ale nie uczestniczył w rozmowach. - Nie dziwię się i nie mam pretensji, że nie zaproszono mnie. Jako zwykły Strażyński nie jestem partnerem do rozmów. Wiem, że jeżeli zrzeszymy się formalnie, to osiągniemy więcej. Myślę o założeniu stowarzyszenia albo klubu. Na razie dbamy o dobre relacje z Urzędem Miejskim - organizowaliśmy regaty kajakowe podczas ubiegłorocznych Dni Koguta, wycieczkę łodzią dla pracowników urzędu. W tym roku także jesteśmy gotowi włączyć się do organizacji oławskiego święta. Na potwierdzenie tych słów Tomek sięga po telefon, szukając numeru szefa wydziału promocji, ale w tym samym momencie ktoś dzwoni. Musimy zawracać. Komuś na wodzie zabrakło paliwa. Dzięki telefonom komórkowym turystyka śródlądowa jest wygodniejsza. Mając komplet numerów możemy odpowiednio wcześnie powiadomić obsługę śluzy, że będziemy chcieli przepłynąć. Możemy poprosić o paliwo albo wezwać pomoc. - Oby z tej ostatniej możliwości nie trzeba był korzystać w ogóle - mówi Tomek. Czy Odra jest niebezpieczna? Cały czas mam w pamięci ubiegłoroczną tragedię przewróconej łodzi w Lipkach. Były ofiary śmiertelne. - A czy ulica albo autostrada są bezpieczne? - odpowiada pytaniem Tomek. - I tu, i tu należy przestrzegać przepisów bezpieczeństwa, mieć wyobraźnię i stosować się do znaków. O tamtym zdarzeniu nie chcę mówić, bo to - szczególnie w Ścinawie Polskiej - sprawa bardzo delikatna i przestroga dla innych. Tomek zamyśla się i zwalnia. Słychać tylko szum silnika. Kłopotliwe milczenie przerywa Andrzej: - Odra jest bezpieczna. Kiedyś woda była brudna i po wyjściu pojawiały się pryszcze. Teraz już tego nie ma. Pozwalamy dzieciom kapać się w rzece. Oczyściła się ona szczególnie po powodzi. Pojawiły się raki, pstrągi. - I pijawki! - ożywia się Tomek. - O pijawkach lepiej nie pisz - śmieje się Andrzej.
Centrum
Tam, gdzie mieszkają Strażyńscy, był kiedyś typowy wiejski bar z piwem. Teraz ma być odrzańska tawerna. Remont i przebudowa trwają praktycznie od samego początku - kupna lokalu. Ogrodzenie wykonano z naturalnego kamienia. Robotnicy wykładają taras cegłą klinkierową. W środku sporo starych drewnianych belek, ciosanych granitów. Prawdopodobnie w takim stylu będzie wykończony cały lokal. Jeszcze rok, dwa lata temu, przypominał on stojącą obok barkę - ruinę. Powoli zmienia się jednak z brzydkiego kaczątka w łabędzia. Do końca jeszcze daleko. Docelowo ma tu być centrum oławskich sportów i turystyki wodnej, połączone z restauracją. Już teraz można wypożyczać kajaki, łodzie wiosłowe i motorowe, spróbować swoich sił na nartach wodnych lub dać się „sponiewierać” w dzwonku. Co to takiego? - Niech ludzie przyjdą i sami zobaczą - śmieją się chytrze Tomek z Andrzejem.
Bardzo ważną imprezą dla motorowodniaków z Dolnego Śląska będzie wielkie otwarcie śródmiejskiego węzła wodnego we Wrocławiu, 9 maja o godzinie 12.00. Włączyłem się w organizację tej imprezy - mówi Tomek. - To bardzo ważne wydarzenie, które z pewnością wskrzesi turystykę po Odrze. Patronuje mu marszałek województwa dolnośląskiego. Chcemy popłynąć do mariny Topaz przy ul. Księcia Witolda - gdzie rozpoczyna się impreza -
i wziąć udział w paradzie jednostek pływających. Zabieramy ze sobą wszystkich posiadaczy łodzi motorowych. Szczegóły można ustalać ze mną osobiście lub telefonicznie, nr 506693482. Chcę porobić flagi z nazwą naszej przystani, tylko że... nazwy jeszcze nie ma. Osobę, która wymyśli najciekawszą nazwę dla przystani i barki - jej okrętu flagowego - zabierzemy na imprezę do Wrocławia. Nie pożałuje.
Dopływamy do brzegu. Tam już czeka Baryła. To on dzwonił do nas po paliwo. Zaraz koniec wycieczki. Tomek zastanawia się głośno, czy o czymś nie zapomniał. - W Oławie rozpoczyna się odrzański flis tratwą - wylicza. - Tutaj mieszka wielu ludzi pracujących na barkach w Polsce i w całej Europie. Mamy zaawansowanych narciarzy wodnych, jest kilka skuterów. Śluza turystyczna i inne budowle hydrotechniczne, wodospad, piaszczyste plaże, stanowiska dla wędkarzy, utopiony czołg. Połączenie rzeczne z Wrocławiem. To wszystko jest naprawdę ważne i bardzo ciekawe. Jest potencjał. Odrę trzeba ożywić i sprawić, żeby ludzie i miasto, tak jak za czasów swoich dawnych gospodarzy, czerpali z niej korzyści. Zaraz zacznie się sezon. Niech ten cykl artykułów pokaże, że Odra to bardzo fajne miejsce - mówi Tomek na pożegnanie.
Kryspin Matusewicz
WWW.FOTOHQ.COM.PL
WYMYŚL NAZWĘ PRZYSTANI I BARKI - WYGRAJ REJS DO WROCŁAWIA. KUPON W NAJNOWSZYM WYDANIU "POWIATOWEJ".

Wiatr: 20 km/h 


Brak komentarzy.