Felieton

2011-12-24 11:05:10

Na tropie ukrytego Boga

Niedawno kolega zamieścił na Facebooku satyryczny rysunek. Na pierwszym planie kroczy uśmiechnięty święty Mikołaj w stroju biskupa: tiarze, białej tunice i z pastorałem. W tle policja aresztuje amerykańskiego "przebierańca" w czerwonym wdzianku, jakiego znamy z reklam "Coca-Coli". Napis na kartce: - Prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia i prawdziwego św. Mikołaja
Na tropie ukrytego Boga

Należę do tych, których razi komercjalizacja świąt. Mam wgrane z dzieciństwa, że adwent to okres przygotowania, choinka kojarzy mi się bardziej z gadżetem domowo-kościelnym niż czysto handlowym, a samo Boże Narodzenie - z przeżyciem duchowym i religijnym, a nie z okazją do wyjazdu na narty. Przy tym wszystkim wzdycham do tradycji, lecz specjalnie jej nie bronię. Czuję osobisty związek z wiarą, ale nie potwierdzam tego frekwencją na niedzielnej mszy. I co ma taki mieszaniec myśleć o świętach? Jeden mętlik - niechęć do komercji, pragnienie uczczenia Chrystusa i poczucie, że wypadłem już z kościelnego rytmu. Jak żyć?!

W Ewangelii jest głośna scena, w której Jezus utożsamia się z więźniami, biedakami i chorymi. Zabrzmi patetycznie, ale świat by się zmienił, gdyby ludzie w innych dostrzegli Boga. Gdyby ciężar religijności przenieśli z kościelnych nabożeństw na codzienne międzyludzkie relacje. Patetycznie i naiwnie brzmi to dla niewierzących. Dla tych, którzy z chrześcijaństwa uczynili praktykę swojego życia, to codzienne ćwiczenie się we właściwej postawie.

Tylko że Matka Teresa, papież Jan Paweł II czy ojciec Kolbe to nie aż tak duży procent społeczeństwa. Ale co tam, w okolicach gwiazdki populacja herosów gwałtownie rośnie - taki duży, taki mały, może świętym być.

Kiedyś drażniły mnie ckliwe reportaże, nadawane w tym okresie. Teraz z uznaniem patrzę na to, co robią moi koledzy i koleżanki z redakcji. Chciało im się zorganizować akcję pomocy. Odwiedzić potrzebujących, opisać ich sytuację, zachęcić do działania. I co? Reakcja jest natychmiastowa. Kiedy piszę te słowa, obok mojego biurka wyrasta góra darów. Z każdą godziną coraz większa.

W ten sposób nawet niezbyt gorliwi chrześcijanie odpowiadają na apel Jezusa. Byłem głodny i dałeś mi jeść... W samotnej kobiecie wychowującej siedmioro dzieci, dziewczynie z porażeniem mózgowym, możemy odkryć zmarznięte, zapłakane dzieciątko, o którym śpiewamy w kolędzie.       

Xawery Piśniak

xpisniak@gazeta.olawa.pl

Ocena 4/5 (80%) (5 głosów)

Komentarze


Informujemy, że komentarze są własnością ich twórców. Redakcja zastrzega sobie prawo do ingerowania lub całkowitego ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem artykułu, zasadami współżycia społecznego, a także wówczas, gdy będą naruszały normy prawne i obyczajowe.
  1. Brak komentarzy.

Dodaj komentarz:


* - pola obowiązkowe