Historia i literatura

2011-12-29 16:09:02

Róziewicz. Sprawiedliwy wśród narodów

U schyłku życia Emil Róziewicz odbiera honory. Otrzymał medal "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata", honorowe obywatelstwo Izraela, tytuły Zasłużonego dla Dolnego Śląska, Wrocławia i Oławy. 14 grudnia sędziwego mieszkańca Siedlec uhonorowała gmina Oława. Podczas wojny rodzina Róziewiczów przeszła surowy egzamin z człowieczeństwa. Przez dwa lata, narażając własne życie, ukrywała trójkę Żydów
Róziewicz. Sprawiedliwy wśród narodów

Co czuje, na myśl, że dzięki niemu przeżyli, założyli rodzinę, mogli wieść normalne życie?

Stacja kolejowa Jaworów. To tu upłynęła jego młodość. Trasę Lwów - Stanisławów przemierzały wojska sowieckie, niemieckie i UPA. Tu, w jednym z ruchliwszych miejsc wioski, stała szopka, skrywająca tajemnicę

85-letni Emil Róziewicz przyjechał 14 grudnia na uroczystą sesję Rady Gminy Oława białym fordem fusion. Przewodniczący Dariusz Witkowski wręczył mu dyplom "Zasłużony dla gminy Oława" i statuetkę, wójt Jan Kownacki bukiet kwiatów. Róziewicz wygłosił mowę, w której dziękował za uhonorowanie jego pokolenia. Na sali radni, urzędnicy i sołtysi. Oklaskom dla bohatera nie było końca. 

Niewygodna historia

Po wojnie Róziewiczowie nie rozpowiadali o uratowaniu trójki Żydów. Po co mieli narażać się na zarzut sprzyjania syjonistom? Paczki przychodziły, dopóki żyli Schmuel i Fryda. Gitla pomogła tylko raz. Gdy siostra Róziewicza wychodziła za mąż, przysłała jej welon i parę słów, że chce już zapomnieć o przeszłości. Historia niechciana przez nikogo - tak było do 1989. Potem przyszły zaszczyty - przyznanie tytułu "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata", uroczystość z ambasadorem, wizyta w Instytucie Yad Vashem. Parę lat temu Róziewicz zobaczył w telewizji migawkę z Pałacu Prezydenckiego. Lech Kaczyński dekorował orderami tych Polaków, którzy narażali życie, ukrywając Żydów. Zdecydował się, że prześle do prezydenckiej kancelarii relacje i dokumenty. Już za kadencji Bronisława Komorowskiego jego sprawę pilotował radny miejski Mieczysław Koprowski. Ale prezydenckie młyny długo mielą tę mąkę. Więc u schyłku życia przyjął honory z gminy, za tamte dwa lata niepewności, ryzyka i najsurowszego egzaminu z człowieczeństwa.

Z truskawkami do kurortu

Jaworów, jak inne miejscowości kresowe, był tyglem wielu kultur. Mieszkali tam Polacy, Ukraińcy, Żydzi i Niemcy. Tylko czasy nie sprzyjały wielokulturowości. II Rzeczpospolitą wstrząsały konflikty na tle narodowościowym i ekonomicznym, w państwach sąsiednich w siłę rosły totalitaryzmy. - Pamiętam tamtą biedę, ludzie nie mieli czego do garnka włożyć - wspomina pan Emil. Na tle sąsiadów Róziewiczowie radzili sobie całkiem dobrze. Ojciec, kolejarz, miał państwową posadę, mama kombinowała, jak dorobić. W Stanisławowie kupowała truskawki od chłopów, a potem sprzedawała je kuracjuszom w Morszynie-Zdroju. Zakupy dla 6-osobowej rodziny robiła u żydowskich sklepikarzy. Okupacyjne zakazy nie robiły na niej wielkiego wrażenia. Do getta w Bolechowie dostarczała masło, skupowane po wsiach.

Kuzynka z Bolechowa

Iza musiała mu się spodobać. Jeszcze teraz, kiedy opowiada o niej, uśmiecha się. Była z getta. Poprosił mamę, żeby zabrać ją do domu. Mama rozmawiała o tym z ojcem, zgodził się. Iza zamieszkała razem z nimi. Cała rodzina była śniada, innym mówili, że to ich kuzynka. Ale myśl o siostrze, pozostawionej w getcie, nie dawała dziewczynie spokoju. Uzgodniła z Róziewiczami, że sprowadzi także i ją. Poszła torami w stronę Bolechowa. Widzieli ją wtedy ostatni raz. Po kilku dniach w domu zjawiło się troje uciekinierów z getta. Gitla, siostra Izy, Fryda i starszy od nich Schmuel. Mówili, że Niemcy rozstrzelali Izę, błagali o ratunek.      

Kiedy pytam, dlaczego rodzice podjęli tę decyzję, pan Emil jest zaskoczony. Nie ma gotowej formułki. Przebąkuje, że tak było trzeba, że chcieli pomóc, że mogły zaważyć przedwojenne kontakty mamy. Doskonale zdawali sobie sprawę, co im za to groziło. W sąsiednim Sołukowie ktoś doniósł na Ukraińca, ukrywającego Żydów. Przyjechali Niemcy - Żydów rozstrzelali natychmiast, ukraińską rodzinę zapakowali na furmankę. Obwozili ich po wiosce i kazali ludziom pluć na nich. Potem odbyła się publiczna egzekucja.

Po kryjomu

Obok budynku kolejowego stało kryte blachą pomieszczenie gospodarcze, trzymali tam siano. Po zdjęciu desek można było wejść na poddasze. 16-letni Emil urządził tam kryjówkę. Dość przestronne miejsce, za dnia wpadało światło. Nocą, po odsunięciu desek i siana, wychodzili na zewnątrz. Mogli skorzystać z toalety, rozruszać kości. Matka zanosiła im gotowane jedzenie. Nawet kiedy w służbowni był pracownik kolejowy, wychodziła tylnym wyjściem. Potem było różnie, dokuczała bieda, musieli dzielić się chlebem. Czy umawiali się z nimi na odpłatność za schronienie i pożywienie? - A co mogli nam dać? Niczego przy sobie nie mieli - odpowiada Róziewicz. Ale potem dodaje, jak wybrał się ze Schmuelem do Ukraińca, u którego Żyd miał zdeponować złoto. Był wieczór, Schmuel wszedł do środka, Emil czekał na zewnątrz. Po chwili Ukrainiec wypadł z domu, może po siekierę, może po broń. Schmuel wybiegł za nim, "Uciekamy!" - rzucił do Emila.

Czy to było dobre miejsce do ukrywania Żydów? W budynku kolejowym był jedyny telefon na wsi. Przychodzili tu żołnierze niemieccy. Matka umiała trochę po niemiecku, rozmawiała z nimi. Nocą tory patrolował obchodowy - Ukrainiec z Jaworowa, o nazwisku Kuciej. Miał latarkę, przesiadywał na przydomowej ławeczce. Po wojnie wyznał im, że wiedział o ukrywanych. Innym razem do Emila przyszedł ukraiński kolega. Był z oddziału banderowców. Powiedział, że ma tego dość, jest skrajnie zmęczony, chce odpocząć. Wszedł do budynku, który był kryjówką, położył się na dole. - Dlaczego go wpuściłeś? - wołała matka. Na szczęście kolega szybko odszedł. Któregoś dnia Emil znalazł innych Żydów w drewnianej konstrukcji na siano. Kazał im jak najszybciej opuścić to miejsce. Schmuel też mu poradził, żeby ich przepędzić. Gdyby ktoś ich tam nakrył, Niemcy przeszukaliby całe domostwo. Uciekinierzy w ogrodzie - to nie był przypadek. Żydowska inteligencja ze Stryja i Lwowa kierowała się wzdłuż linii kolejowej do leśnej kryjówki w okolicach Doliny. Emil był w siatce kurierów. Przeprowadzał żydowskich adwokatów, lekarzy i kupców do kolejnego łącznika.

Róziewiczowie uchronili Schmuela, Frydę i Gitlę od losu ich pobratymców. Getto w Bolechowie zlikwidowano, wywożąc 700 Żydów do obozów koncentracyjnych. W Dolinie było jeszcze gorzej. Żydowską ludność zapędzono na jedno miejsce. Tam czekały już wykopane doły, a przy nich pijani żołnierze z jednostek specjalnych. Masowa egzekucja, 1.200 rozstrzelanych warstwami wrzucano do ziemi.

Fotografia ocalonych

Po wejściu Armii Czerwonej matka Emila wypuściła ukrywanych. Zataczali się od szczęścia i świeżego powietrza, całowali panią Róziewicz po rękach. Gitlę Emil widział jeszcze tylko raz. Otworzyła po wojnie sklepik w Bolechowie, potem wyemigrowała do Kanady. Schmuel i Fryda pobrali się i wyjechali do Izraela. To od nich zaczęły przychodzić w latach 50. paczki z żywnością i ubraniami, adresowane do podoławskich Siedlec, gdzie osiedlili się Róziewiczowie. W następnych dekadach otrzymywali też bony pieniężne od fundacji, założonej przez żydowskiego milionera. W 1991 Emila wraz z rodzicami wyróżniono medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". W 1992 ambasador Miron Gordon nadał mu tytuł honorowego obywatela Izraela. W tym samym roku został zaproszony na wycieczkę sprawiedliwych, organizowaną przez izraelską fundację. Spotkał się wtedy z Frydą. Razem byli w Yad Vashem, przy tabliczce z nazwiskiem Róziewiczów.           

Pan Emil pokazuje zdjęcie, przysłane z Izraela. Małżeński portret Schmuela i Frydy, pomiędzy nimi córeczka z białą kokardą we włosach. Pytam, jak to jest, mieć świadomość, że dzięki niemu przeżyli, założyli rodzinę, mogli wieść normalne życie. - Nie czuję się bohaterem - odpowiedział. - Zrobiliśmy wtedy to, co do nas należało. Myślę, że wielu na naszym miejscu zachowałoby się tak samo... 

Xawery Piśniak

xpisniak@gazeta.olawa.pl
 

Ocena 3.07/5 (61.43%) (14 głosów)

Komentarze


Informujemy, że komentarze są własnością ich twórców. Redakcja zastrzega sobie prawo do ingerowania lub całkowitego ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem artykułu, zasadami współżycia społecznego, a także wówczas, gdy będą naruszały normy prawne i obyczajowe.
  1. Brak komentarzy.

Dodaj komentarz:


* - pola obowiązkowe